2018-07-10 13:20
Zaprosiłem na herbatę...

Chicago. Leżę na łóżku w hotelu. Już nawet nie liczę, która to moja wizyta w wietrznym mieście. W pokoju bałagan jakby weka z konfiturami wystrzeliła prosto w sufit. Tu buty, tam t-shirt, na podłodze kilka toreb z zakupami. Tak, mam kilka perełek, które regularnie lubię przywozić z USA. Kolejny raz miałem 'przyjemność' zjeść  amerykańskie śniadanie.

5 godzin do wyjazdu z hotelu na lotnisko. Wstaję i porządkuję swój pokój - już wiem, że nie zasnę. Walizka domknięta. Ktoś puka do drzwi. To koleżanka. Pyta, czy nie może mi czegoś podrzucić do walizki, bo sama popłynęła z dolarami i brakuje jej miejsca. Biorę prysznic, prasuję koszulę, zakładam mundur. Wychodzę do hotelowego lobby aby spotkać się z załogą. Jest późny wieczór.

Jesteśmy na pokładzie. Sprawdzamy samolot. Boarding. Startujemy.

Po serwisie tradycyjnie wygaszamy światła w kabinie. Idę na swój wypoczynek jako pierwszy - jak dobrze! Nie spałem zbytnio w ciągu dnia przed odlotem. W samolocie śpię dobre 2 godziny. Schodzę z naszej 'pokładowej sypialni' i pytam kolegów dyżurujących, czy coś szczególnego się wydarzyło, czy na coś zwrócić uwagę. Ich kolej na wypoczynek. Przechodzę przez pokład, sprawdzam toalety - są w porządku. Częstujemy pasażerów wodą. Znakomita większość śpi. Wracam do bufetu. Jest cicho i spokojnie. Zaczynam bardziej odczuwać zmęczenie. Widzę jak w korytarzu obok ostatniej toalety stoi kobieta. Byłem pewien, że czekała aż się zwolni. Podchodzę do niej i mówię, że toaleta z drugiej strony samolotu jest wolna. Pani odpowiada, że chciała się tylko przejść i trochę rozprostować.  Bardzo chciało mi się spać. Skoro oboje tak staliśmy, pomyślałem, że zaproponuję pani herbatę. Poprosiłem, aby weszła do bufetu, ja zrobię herbatę, porozmawiamy, pośmiejemy się i czas obojgu nam zleci szybciej. Spytałem, czy z kimś podróżuje. Odpowiedziała, że ze swoją mamą. Poprosiłem zatem, że jeżeli mama nie śpi, aby po nią poszła. Napijemy się herbaty we trójkę.

Pani bez słowa oddaliła się w kierunku swojego miejsca. Ja dostałem jakiejś takiej energii bardzo żywej. Zaparzyłem 2 herbaty ( moja była już gotowa znacznie wcześniej ) dla pasażerki i jej mamy. Już jest. Słyszę jak podchodzi do bufetu. Obracam się z dwiema herbatami w ręku w kierunku pasażerki. Podchodzę bliżej. Pani ma w ręku torbę sportową. Ja stoję i tak patrzę na nią z tymi herbatami w dłoniach...

Pani wyciąga z ów torby urnę i bez zastanowienia mówi - " Tu jest moja mama".

Z sennego nastroju w ciągu niespełna sekundy przeszedłem w stan aktywności umysłu w jakim chyba jeszcze nigdy nie byłem. Spojrzałem na te dwa mizerne kubki herbaty w moich dłoniach, które miałem podać pani i jej mamie, potem na urnę.  Zatkało mnie kompletnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, jak się zachować. Odłożyłem kubki z herbatą na blat bufetu. Przeprosiłem i zaznaczyłem, że cokolwiek bym teraz powiedział i tak byłoby to nie na miejscu.

Pani przytuliła urnę do siebie, powiedziała, że nic się nie stało. Mama zmarła dwa tygodnie temu i leci do Polski aby ją pochować.

Odniosła urnę na swoje miejsce i wróciła do bufetu.

Wypiliśmy wspólnie herbatę.

Moja English Breakfast smakowała wyjątkowo inaczej...

#AniMiSieWazycPrzestacMarzyc 

               

*Historie opisywane w dzienniku nie koniecznie pochodzą z pokładu linii w której obecnie pracuję, lecz wydarzyły się naprawdę i są moimi osobistymi doświadczeniami. Dzielę się nimi z Wami, aby pokazać z czym na co dzień spotyka się personel pokładowy, oraz aby zapamiętać wszystkie chwile, które się wydarzyły, a czynią ten zawód wyjątkowym.