2016-02-01 12:45
Powrót z "U" w Cholewiance

Witajcie Kochani,

Szczerze, to nie wiem od czego zacząć. Jestem tak przepełniony takim hmmmm, takim pozytywnym czymś.

Ogromem takiego ciepła. Jak pisałem wcześniej, razem z Ilonką Felicjańską odwiedziliśmy młodzież w Cholewiance. Jest to zamknięty ośrodek dla młodzieży uzależnionej od alkoholu, narkotyków i dopalaczy. Właśnie Kochani. Młodzież. Kiedy z Iloną uzgodniliśmy wspólny termin, a nie było to łatwe - zarówno ja, tak jak i Ilona mamy napięty grafik - przez moment zastanowiłem się, jak to będzie.

12644803_1354462504580022_4349200807530260406_n

Myślałem jak i o czym będę mówił, miałem zamiar zabrać ze sobą zdjęcia, samolotowe dyplomy - ba ! laptopa nawet ze sobą spakowałem. W głowie próbowałem sobie układać coś na zasadzie ułożonego tekstu. Wieczorem przejrzałem stronę internetową ośrodka i szokujący materiał UWAGI TVN na ten temat - wklejam tutaj link - koniecznie zobaczcie z czym zmaga się ten ośrodek - proszę, obejrzyjcie :

http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/tesknie-za-osiedlem-kolegami-za-narkotykami-tez,172999.html

I tak wstałem rano, załatwiłem kilka ważnych spraw w Lublinie i udałem się do Cholewianki. Nawet nie wiedziałem, że to tylko 40 km od Lublina. W między czasie dzwoniła Ilona, dopytując, czy trafię. Faktycznie. Ośrodek znajduje się w małej miejscowości pod Kazimierzem Dolnym - Cholewiance. Trudno tam trafić, jednak jak już się trafi do Cholewianki - zaraz oczom ukazuje się większy dom. Tak, dom. Dom, na którym widnieje tabliczka NFZ'u.

Parkuję swój samochód pod domem. Wita mnie przemiły Pan, delikatnie zwracając uwagę, abym samochodem podjechał trochę bliżej. Okazuje się, że jest to mąż Pani Dyrektor - Wspaniałej Pani Dorotki. Pani Dorotka to Kobieta o tak ciepłym sercu.

Podchodzę do wejścia, a przed nim grupa młodych chłopców.Witam się z każdym, podaję rękę, a każdy z nich bez wyjątku odpowiada 'Dzień dobry '. Przepuszczają mnie w drzwiach. Bije od nich niesamowita grzeczność. Wchodzę do środka, idę korytarzami ośrodka. Ciasny korytarz, ściany pomalowane tak dawno temu. Wchodzę do gabinetu Pani Dyrektor a tam czeka już na mnie Ilona.

Witamy się, Pani Dyrektor proponuje herbatę. Po korytarzu krząta się młodzież, za każdym razem mówiąc ' Dzień dobry Panu '. Czuję się nieśmiało, gdyż nigdy w życiu nie spotkałem się z taką kulturą osobistą ze strony młodzieży gimnazjalnej ( sam byłem kiedyś gimnazjalistą i wiem co mówię ). Uśmiech sam maluje się na mojej twarzy. Rozmawiam o problemach ośrodka z Panią Dyrektor i z Ilonką. Są dramatyczne. Urzędnicy nie chcą pomagać ( dom się dosłownie rozsypuje - grzyby na ścianach, wilgoć ), nikt nie chce mieć w okolicy 'narkomanów'. To okropne. Bo właśnie Ci młodzi ludzie tutaj uczą się nowego, wspaniałego życia. To oni są tutaj, bo chcą się zmienić. I tak, jak rozmawialiśmy to poniekąd przez dorosłych znaleźli się w takiej a nie innej sytuacji. Ilonka informuje mnie, że młodzież wie, że przyjadę. Wie, że będę opowiadał o pracy Stewarda, o spełnianiu marzeń oraz o moich szalonych , zrealizowanych pomysłach.

Słyszę gong - czas na obiad - mówi Pani Dorotka i zaprasza serdecznie. Wstajemy z Iloną i idziemy na parter. Schodzimy niżej. Mała stołówka z małymi stoliczkami i krzesłami. Jest pełna młodzieży. Pani Dyrektor mówi, że jestem gościem i że będę z nimi rozmawiał. Siadamy na krzesełkach. Ledwo mieszczę swoje długie nogi pod stolikiem i niechcący trącam co chwilę siedzącą obok mnie Ilonę.

Pani przynosi zupę. Pan donosi kompot w małym, oszczerbanym kubku. Mówimy smacznego. Jemy. Zupa wyśmienita - zachwycaliśmy się z Ilonką. Każdy, kto obok nas przechodził życzył smacznego, a gdy odnosił talerz mówił ' dziękuję' po czym Panie odpowiadały ' Na zdrowie' . Byłem w szoku. Ogromnym szoku tej kultury i wzajemnego poszanowania. Skromne sztućce,  kubek i ciasna stołówka- a tyle ciepła. Zjadłem zupę.

Ilona trąca mnie i mówi - ' Zobaczysz jaką porcję drugiego dania ci przyniosą - tutaj porcja mierzona jest wzrostem' zaczęła się śmiać. I miała rację! Pani podała drugie danie i przeprosiła, że większego talerza nie miała i dlatego się z niego przelewa

Razem z Kadrą przy stoliku rozmawialiśmy o podróżach, o lotnictwie. Ilona zdradziła, że spotykamy się dopiero dzisiaj, bo Pani Dyrektor była tak bardzo ciekawa mojego przyjazdu, że musiała poprosić mnie o przyjazd tydzień później, bo na początkowo umówiony była poza ośrodkiem.

Wstaje od stołu, dziękuję , zabieram talerz i oddaje do okienka.

Idziemy wolnym korytarzem na górę, gdzie już czeka na świetlicy młodzież. Świetlicy? zbyt dużo powiedziane. Mały pokoik z kilkoma fotelami. Wchodzimy z Ilonką. Czekają na nas dwa fotele na samy środku sali. Wchodzę i podchodzę do każdego, podaję rękę i się przedstawiam. Proszę, aby mówiono mi po imieniu. ( Pan to tak dziwnie dla mnie - mam dopiero 28 lat ).

Pani Dyrektor wstępnie mówi, że jestem gościem, jak mam na imię i prosi, aby każdy mi się przedstawił, powiedział ile ma lat i co tutaj robi. Kochani. Tutaj moje serce zmiękło totalnie.

" Jestem Klaudia, mam 14 lat , jestem tutaj, bo jestem uzależniona od alkoholu i narkotyków, mam problemy z prawem i bardzo chcę normalnie żyć.'  Ze szczerością i zaufaniem.

Bariera między mną a Nimi zburzyła się jak domek z kart. Zabawne, jak młodzież, która urodziła się w grudniu , a miała jeszcze 14 lat - mamy styczeń - mówiła, że ma prawie 15

Przedstawiłem się również, powiedziałem gdzie mieszkam, jak znalazłem się w Lublinie, oraz jak bardzo się cieszę, że Ilona mnie tutaj zaprosiła.

Nie miałem żadnych barier przed tymi ludźmi. Opowiedziałem im również o momentach w swoim życiu, kiedy naprawdę było ciężko, kiedy i moi rodzice robili wszystko, abym nie był głodny, kiedy płakali jak czasem naprawdę nie było za co kupić na obiad do domu. Bo i takie chwile były.

Opowiedziałem całą historię jak zaczęła się moja przygoda z lataniem, jak spełniałem swoje marzenia, o spotkaniach z Shania Twain, opowiadałem o swoim życiu. Nie pamiętałem nic, co sobie przygotowałem. Po prostu opowiadałem. Byłem bardzo zaskoczony jak młodzież słuchała. Jak się uśmiechała i jak bardzo nie dowierzała, że to co mówię, to prawda. Że w życiu można osiągnąć naprawdę wszystko, jeżeli tylko ogromnie mocno się pragnie. Dwie godziny minęły - nawet nie wiem kiedy. Była taka jedna dziewczynka, która bardzo cicho siedziała- nawet obok mnie - i nic się nie odzywała - a po spotkaniu podeszła do mnie i z uśmiechem na twarzy dopytywała. Młodzi dopytywali, jak to możliwe, jak to zrobiłem. Podkreślałem na każdym kroku siłę woli i samozaparcie. Wiarę i miłość w siebie. Szanowanie siebie i innych.

Gratulowałem im. Gratulowałem im tej wspaniałej atmosfery, którą tam tworzą. Powiedziałem, że takiego ciepła nie czułem nigdy w żadnym miejscu. Powiedziałem o empatii, którą da się od razu od Nich wyczuć, kiedy przekracza się progi tego domu. Młodzież niesamowicie wrażliwa i pragnąca się zmienić.

Usłyszałem pytanie,jak oni mają coś podobnego osiągnąć?

Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem, że mają dopiero po 14/15 lat, całe życie przed sobą, a najważniejszy krok z którego mogą być mega dumni już podjęli- Są w Cholewiance. Chcą się zmienić i robią wszystko ku temu.

Wspaniali ludzie. Ludzie ciekawi świata, ludzie aktywni i przede wszystkim ludzie potrzebujący uwagi. Tej dobrej uwagi. Oni potrzebują kogoś, kto pokaże im, że jest inne życie, lepsze życie - że tyle ciekawego można w życiu robić!

Ilona Felicjańska bywa tam bardzo często. Bardzo Ją za to szanuję i cenię. Poświęca swój cenny czas, aby być przy nich, pokazać, że mimo nałogu, można odnieść sukces- można się podnieść i tak bardzo, szczerze i ogromnie pokochać życie i samego siebie. Mimo tego, że jest osobą publiczną, nie wstydzi się tego - ba - ma do tego ogromny dystans i cieszy się życiem. Jest naprawdę szczęśliwa.

Nie chciałem stamtąd wychodzić. Po oficjalnie zakończonym spotkaniu, młodzież otoczyła mnie kółkiem i zaczęła zadawać pytania. Pytali czy jeszcze kiedyś do nich zajrzę. Powiedziałem, że z pewnością. I zajrzę. Na pewno zajrzę. Pożegnałem się z Panią Dyrektor i obiecałem, że zostaniemy w kontakcie.

W korytarzu zaczepiła mnie jedna dziewczynka - ta, która tak cicho siedziała i z niedowierzaniem słuchała co mówię.

" Ale jak Pan to robi i skąd Pan taki radosny?'

- ' Zobaczysz, spotkamy się kiedyś gdzieś przypadkiem za jakiś czas i wtedy powiesz mi, jak bardzo jesteś szczęśliwa ' - odpowiedziałem.

Wracając do domu, zbłądziłem. Wjechałem w jakąś drogę. Daleko. A to dlatego, że myślałem. Tak bardzo myślałem. Myślałem ile Te Dzieciaki mi dały. Ile siły, ile pokory i ile spokoju. Tak, wewnętrznego spokoju i ducha jeszcze większej walki. Myślę cały czas. Jestem pod tak ogromnym wrażeniem postawy tych młodych, wspaniałych Ludzi.

Nie prowadziłem wykładu motywacyjnego, nie puszczałem slajdów, jak zazwyczaj to robię. Ja po prostu rozmawiałem. Czułem się tak, jakbym miał najlepszych Przyjaciół wokół siebie.

Będąc pod ogromnym wrażeniem tego spotkania, pisałem jeszcze po powrocie chwilę z Ilonką. Pisałem jak to na mnie wpłynęło. Gdzie wydawało by się, że to zadziała na Młodzież.

Ilonka napisała mi piękne zdanie, które brzmi we mnie do dziś :

' To działa w obie strony  '

Tak bardzo działa Kochani!

Kochani, chcę tam wrócić. I wrócę za niedługo. Jeżeli ktoś z Was ma jakąś pasję, chciałby czymś Ich zainspirować, napiszcie proszę. Wybierzcie się tam ze mną.

Piszcie śmiało proszę.

Młodzież zostanie przeniesiona do innego budynku, gdyż obecny nie spełnia norm technicznych. Jednak na remont nowego - potrzeba ogromu pieniążków. O tym też myślałem i wierzę, że i tu coś uda mi się zorganizować.

Ale jak na razie, jak nie możemy finansowo - wesprzyjmy Ich w pokazaniu im tego, jak piękny może być świat bez używek!

Wrócę tam na pewno!

Dziękuję wspaniałej Pani Dyrektor - Dorotce, pozostałej Kadrze.

A przede wszystkim - dziękuję drogiej Młodzieży. Otworzyliście we mnie zupełnie nowe, dobre korytarze...

ilocholew

Życie jest piękne !

*Ilonka - dziękuję

#AniMiSięWazycPrzestacMarzyc

Z pewnością zaraziłem kogoś lataniem i stewardowaniem

Kuba