2019-10-31 18:07
Powiedz załodze #TellTheCrew

Hej, hej, hej!

Na początku chciałbym zadać Ci pytanie.

- Kiedy ostatnio leciałeś samolotem?

- Dlaczego wybrałaś właśnie ten środek transportu i w końcu jaki był powód Twojej podróży?

Na pokładach samolotów spotykam się z setkami ludzi dziennie. Witając pasażerów zawsze się uśmiecham. Nie każdy odpowiada na moje " dzień dobry, witamy serdecznie na pokładzie ". Zderzam się z bezsłownymi, zimnymi spojrzeniami, aby za chwilę ktoś na powitanie wręczył dla załogi pudełko czekoladek. Raz, witając pasażerów, uśmiechałem się, a pan stwierdził ' I co się tak pan głupkowato cieszysz - mamy 20 minut opóźnienia '. Bez względu na to z czym się zderzam, jestem tu dla ludzi. Ludzie wchodzą na pokład samolotu z tak wielu powodów. A to odwiedzają rodzinę, emigrują, lecą na ostatnie pożegnanie.

Nie wiemy jaką sytuację mają w domu, w życiu zawodowym. Ilu pasażerów, tyle historii. Pamiętacie wpis o tym, jak zaproponowałem herbatę pewnej pasażerce? Wróciła do kuchni samolotowej z mamą - z tym, że mama była w urnie. Niezwykle ważną kwestią zarówno podczas rejsu jak i zaraz przed nim jest komunikacja na linii pasażer - załoga. Pozwala ona uniknąć wiele problemów, nerwów czy nawet nieszczęść.

Ale do rzeczy...

Jesteśmy w Paryżu. Zaczęliśmy boarding. Pasażerowie wchodzą uśmiechnięci, znaczną przewagę stanowią Francuzi. Wygłosiłem zapowiedź powitalną, safety demo również zrobione. Kapitan informuje mnie o tym, że dostaliśmy slot. Czyli nasz start przesunięty jest o 40 minut. Pasażerowie zostają o tym poinformowani. Czekając na uruchomienie silników częstujemy naszych pasażerów wodą i słodką przekąską.  Po 35 minutach dostaję telefon od kapitana, że mamy zgodę na uruchomienie silników. Kabina przygotowana do startu a o jej gotowości zdążyłem już powiadomić kokpit. Startujemy. Rejs przebiega bardzo miło i spokojnie. Pasażerowie czują się ugoszczeni. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że znakomita większość pasażerów przesiada się w naszym lotnisku docelowym na kolejne rejsy. Kilkoro z nich już pyta, czy zdąży. Grzecznie informuję, iż informacje na temat połączeń tranzytowych przekażę jak tylko dostanę je od kapitana.

Telefon z kokpitu.

- Jakub, mamy listę połączeń tranzytowych.

Odbieram ją z kokpitu. Niestety pasażerowie podróżujący do Oslo, Moskwy i Pragi nie zdążą na swoje połączenia. Biuro obsługi naziemnej zatroszczy się o ich dalszą podróż. Wszyscy pozostali państwo bez problemu przesiądą się na swój kolejny rejs.

 

Dyng!

Sygnalizacja 'zapiąć pasy' została włączona przez kapitana. To znak, że musimy przygotować kabinę do lądowania.  Koleżanki sprawnie czuwają nad tym, aby pasażerowie zapięli pasy, odsłonili okna, wyprostowali oparcia foteli. Robię final check, czyli przechodzę przez całą kabinę aby upewnić się, że została prawidłowo przygotowana.

Zgłaszam gotowość kabiny do lądowania, wygaszam oświetlenie.  Siadam na swoim jumpseacie.

Dostrzegam, że pasażer  z drugiego rzędu macha. Podchodzę do niego i pytam, czy wszystko w porządku.

- Czy ja zdążę na rejs do Mediolanu? Ja muszę zdążyć - pytał bardzo zdenerwowany.

Odpowiedziałem, że nie powinno być z tym rejsem problemu. Nie dostałem informacji od kapitana, aby pasażerowie mieli na niego nie zdążyć.

- Bo wie Pan ja naprawdę muszę - mówił łamanym angielskim.

- Ja wiozę narządy do przeszczepu dla pięciolatka - powiedział wskazując palcem na torbę pod fotelem.

- Czy ja dobrze zrozumiałem? - spytałem.

Pasażer pokiwał nerwowo głową i potwierdził, że wiezie narządy do przeszczepu dla pięcioletniego chłopca i że nie ma już dzisiaj żadnego innego rejsu do Mediolanu . Jeżeli nie doleci, wszystko pójdzie na marne i będzie tragedia. Przeprosiłem pasażera i powiedziałem, że zrobię co będę mógł. Było już około osiem minut do lądowania i w tym czasie nie powinienem już przeszkadzać pilotom - są zajęci procedurami związanymi z lądowaniem.

Podnoszę słuchawkę intercomu i dzwonię.

- Naprawdę? Zaraz do Ciebie oddzwonię - powiedziała kapitan.

Okazało się, że musimy zrobić jeszcze jedno kółko nad lotniskiem.

- Kuba? Zgłosiłam na ziemi emergency jeżeli chodzi o samolot do Mediolanu, wyjaśniając, żeby zaczekał. Oni powinni przytrzymać ten samolot po moim zgłoszeniu. Ponadto walczę o to, aby pod nasz samolot podjechał transport i zabrał tego pasażera bezpośrednio do samolotu do Mediolanu. Nic nie obiecuję, ale trzymajcie kciuki. Gdyby nic ci nie powiedział, nie wiem czy zdążyłby na ten rejs.

- Dzięki, jesteś wielka! - chodź to niezbyt stosowne powiedzenie do kobiety :)

Poinformowałem pasażera o wszystkim, co przekazała mi kapitan. Podał mi dłoń i powiedział dziękuję. Było to chyba najszczersze dziękuję, jakie kiedykolwiek usłyszałem.

Wyjaśniłem pasażerowi jak ważne jest to, aby przewóz takich rzeczy zgłaszać załodze wcześniej. Załoga musi wiedzieć o takich rzeczach, właśnie na wypadek opóźnień czy nieplanowanych przekierowań samolotu na inne lotnisko niż docelowe. Odpowiedział, że transport medyczny jest bardzo drogi i zdecydowali się na przelot rejsowym samolotem.

Usiadłem na jumpseacie. Spoglądałem jak małe światełka na ziemi robią się coraz większe. Bardzo chciałem, aby zdążył.

Wylądowaliśmy. Faktycznie, pod samolot podjechał bus, który zabrał pana do kolejnego samolotu. Życzyłem powodzenia. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło.

Samolot zaczekał z pewnością dzięki interwencji naszej pani kapitan. Gdyby pasażer nic nie powiedział.... Nie chce nawet myśleć jak mogło by się to skończyć.

Po powrocie do domu napisałem pochwałę do kierownictwa pilotów. Naprawdę wzorowa postawa.

Przypadek ten pokazuje jak ważną rolę odgrywa CRM i zgranie załogi na pokładzie. Musimy w każdej sytuacji działać razem. Tak jak łańcuch połączony jest ze sobą pierścieniami, tak każda jedna sytuacja na pokładzie zależy od wspólnego działania.

Pamiętajmy, aby zaraz przed wejściem na pokład zgłaszać załodze rzeczy ważne. Czy mamy jakiś problem, czy czujemy się gorzej, czy przewozimy coś niezwykle ważnego.

Na pokładzie jesteśmy dla Was. A tam, u góry już możemy liczyć tylko na siebie nawzajem...  #POWIEDZZAŁODZE #TELLTHECREW

#AniMiSieWazycPrzestacMarzyc 

K. 

    *Historie opisywane w dzienniku nie koniecznie pochodzą z pokładu linii w której obecnie pracuję, lecz wydarzyły się naprawdę i są moimi osobistymi doświadczeniami. Dzielę się nimi z Wami, aby pokazać z czym na co dzień spotyka się personel pokładowy, oraz aby zapamiętać wszystkie chwile, które się wydarzyły, a czynią ten zawód wyjątkowym.